środa, 4 lipca 2018

48. Co widzisz, gdy zamykasz oczy?

Korzystam z tego, że chwilowo pogoda nie dopisuje, a ja jeszcze nie mam konkretnych planów na najbliższe dni i oglądam filmu lub czytam książki. Dzisiaj rano obejrzałam film "Eva". Nie spodziewałam się, że mi się na tyle spodoba, ale też skłoni do refleksji, ale na początek kilka informacji o filmie. 
Reżyseria: Kike Maíllo
Scenariusz: Sergi Belbel, Cristina Clemente
Gatunek: Dramat Sci-Fi
Produkcja: Hiszpania
Premiera: 7 września 2011 (świat)
Główne role odgrywają: Daniel Brühl, Clàudia Vega, Marta Etura, Alberto Ammann

Opis filmu: 
Jest rok 2041. Ludzie żyją w towarzystwie robotów. Alex Garel (Daniel Brühl) znany programista wraca w rodzinne strony, aby zająć się porzuconym przed laty projektem stworzenia osobowości robota-dziecka. Spotyka się ze swoim bratem, Davidem (Alberto Ammann) i jego żoną, którą okazuje się była dziewczyna Alexa - Lana (Marta Etura). Poznaje też ich córkę, Evę (Claudia Vega). Dziewczynka staje się inspiracją w jego pracy. Jednak wraz z zacieśnianiem relacji z Evą, Alex zaczyna mieć wątpliwości, czy powinien ukończyć swój projekt. Na nowo ożywają też uczucia do Lany. Ale Lana skrywa przed nim pewien sekret...

Film nie jest typowym Sci-Fi, nie mamy tutaj wszystkiego zmechanizowanego, nie ma jakiś dziwnych technologii używanych w życiu codziennym. Nie ma sterylnej bieli, no chyba, że mówimy o śniegu. Przyszłość nie różni się dużo od czasów obecnych. Jedyną różnicą są roboty. Całkowicie podległe człowiekowi, jedno zdanie i umysł robota się niszczy. Dosłownie, nie pozostaje z niego nic i nawet jak ponownie się go włączy, to robot staje się pustą zabawką. W jednej z pierwszych scen mamy to dokładnie omówione. Alex jest jedną z osób, która tworzy wolne roboty, jak na przykład kota, który zachowuje się jak każdy normalny kot. Tym razem ma zrobić dziecko -robota. On również ma być wolny.

Co do samej fabuły, film jest bardzo prosty, nie ma tu wątków pobocznych, sami główni bohaterowie. Pokazane są tylko relacje między nimi, a nie innymi osobami. Eva jest niezwykłą osobą i po tym jak się odnosi do Alexa można by pokazać jej relacje na przykład z jej koleżankami, kolegami i nauczycielami, jednak zostało to odpuszczone. Sama główna fabuła. Moim zdaniem jest to całkiem ciekawy pomysł. Film się nie dłuży i przyjemnie się go ogląda. Mamy jednak w nim czas na przemyślenia, na przykład, gdy Alex obserwuje Evę na lodowisku, czy gdy po jednej z rozmów z Laną idzie zaśnieżoną drogą.

Moim zdaniem aktorzy świetnie odegrali swe role, mogliśmy dokładnie się wczuć w ich postacie. Przeżyć przyjazd do znienawidzonego przez Alexa miasta, spotkanie dawnej ukochanej i od nowa się zakochać, odnaleźć to dawne uczucie. Moim zdaniem Alex byś świetnie odegrany, ale jednak najbardziej podobała mi się kreacja Evy. Claudia Vega rewelacyjnie odegrała swoją rolę. Dziewczynka nietypowa, intrygująca, sprawia, że już od pierwszej chwili ją lubimy i chcemy dowiedzieć się więcej o niej. Szczególnie ostatnia scena z udziałem Evy daje do myślenia. Scena ta wywołała też sporo dyskusji. Zdania na jej temat są różne i ja sama nie jestem pewna, co bym zrobiła na miejscu Alexa. Ale warto się nad tym zastanowić.

Co widzisz, gdy zamykasz oczy?
Dla mnie ten film zasługuje na 8/10 punktów.
Polecam. A Wy oglądaliście ten film? Co o nim sądzicie?

niedziela, 1 lipca 2018

47. Podróż do krainy bajek

Czasem chciałabym usiąść na parapecie na oknie, zamknąć oczy, a po otworzeniu ich znaleźć się w dzieciństwie. Znów mieć kilka lat, nie mieć prawie wcale problemów i cieszyć się wszystkim co mnie spotka. Wiadomo, nie zawsze było idealnie, jednak swoje dzieciństwo uznaję za udane i szczęśliwe.

Lubimy baśnie smutne i wesołe,
to chyba jasne, czemu tak się dzieje.

Od zawsze widziałam więcej niż na przykład moi bracia, wiedziałam, kiedy moi rodzice mieli sprzeczkę, czy coś im się nie układało. Po protu wyczuwałam to po ich zachowaniu, nie względem siebie, bo nie pokazywali nam, gdy byli mali, że mają problemy, ale względem nas. Delikatnie inaczej się zachowywali i od najmłodszych lat to widziałam.

Te smutne niezłą dają życia szkołę,
wesołe dają zaś nadzieję.

Jednak wszystko mijało i układało się, a ja dalej mogłam się w spokoju bawić, spotykać ze znajomymi i cieszyć się ze swojego dzieciństwa. Już wtedy uczyłam się, by nie pokazywać, że o czymś wiem, że czasem lepiej się nie wtrącać.

Zabierz nas, zabierz do krainy bajek
niezapomniany panie Andersenie.
Niechaj przez chwilę, chociaż nam się zdaje,
że może każde spełnić się marzenie.

Chciałabym wrócić do tych czasów, znów siedzieć ze znajomymi na wierzbie i obserwować co się dzieje. Robić szałasy w lesie, bazy, zakopywać w nim skarby, czy też robić skrzynki pocztowe. Spisywać nasze umowy, a potem za każdym razem, gdy się widziałam ze znajomymi, sprawiać, że ktoś z nich musiałby zamilknąć. Grać codziennie w siatkówkę na podwórku, czasem w piłkę nożną, czy też króla. Robić zawody z jazdy za śladem na rowerze, jeździć godzinami na rolkach i nie myśleć o niczym.

A w Kopenhadze ponoć wieczorami
po dzień dzisiejszy błądzi po ulicach
widmo dziewczynki małej z zapałkami
wraz ze swą smutną tajemnicą.

Wrócić do oglądania bajek bez narzekania bliskich, że co ja oglądam. Znów oglądać Króla Lwa, Mulan, Pocahontas, czy Smerfy. Czytać książki dla dzieci i bajki, znów czytać baśnie Andersena... Dziewczynka z zapałkami, brzydkia kaczątko i wiele innych. Nie wiedzieć, że oryginalne bajki braci Grimm są bardzo brutalne. Znów siedzieć przy mamie i słuchać jej głosu, gdy czytała mi Anię z Zielonego Wzgórza. Być otoczona bańką z różowymi okularami. Skupiać się na głosie i na niczym innym.

Lecz Calineczka spotka księcia w końcu,
brzydkie kaczątko stanie się łabędziem,
ziarenko groszku wykiełkuje w słońcu,
a słowik zawsze śpiewać będzie.

Jednak nadchodzi taki czas, że każdy z nas dorasta, znajduje swojego księcia, bądź księżniczką. Kończy szkołę, studia, pracuje. Prowadzi dorosłe życie. Ciężko jest wtedy wrócić do dzieciństwa i pozbyć się problemów. Dopiero wtedy rozumiemy, że lata najmłodsze to najpiękniejszy okres w życiu większości z nas, nie warto stawać się szybko dorosły. Nie warto też przejmować się zdaniem innych i być sobą i w chwilach słabości lub z innych powodów obejrzeć to, co się lubi, nieważne czy to bajka, czy inny film. To dziecko zawsze gdzieś tam w nas będzie, trzeba tylko umieć je odnaleźć. Poza tym mieszkam przy lesie i uwielbiam śpiew ptaków.


Taki trochę refleksyjny ten dzisiejszy post. Zainspirowała mnie ta piosenka, odnaleziona na jednej z płyt:


poniedziałek, 18 czerwca 2018

46. "Różnica między niemożliwym a możliwym, leży w ludzkiej determinacji."

Hejka!
Nie będę się tłumaczyć, czemu nie pisałam jednak częściej, tak jak planowałam na początku roku. Po prostu sypnęło mi się wtedy parę spraw i nie miałam czasu, by wrócić tutaj na dłużej. Jednak znów mam ochotę na tworzenie, dlatego też powstaje ten post. Ale nie o tym dzisiaj mowa.
Wiecie, nie należę do osób najszczuplejszych, w tej chwili nie jest źle, ale rok temu coś się zmieniło. W lipcu byłam u dermatolog z problemami skóry, wtedy po raz pierwszy widziałam łzy mojej mamy, gdy pani doktor powiedziała, jak moja waga może wpłynąć na moje życie. Wiecie jaka to jest motywacja? Do tego po raz pierwszy nie usłyszałam, że to wszystko moja wina... Jej słowa zadziałały na mnie jak nic innego i od tego spotkania wszystko się zaczęło... W wakacje zaczęłam pływać, rowery, ćwiczenia, ale dużo efektów nie było, jednak we wrześniu zaczęłam mniej jeść. Brałam wtedy antybiotyk i tak jakoś to się stało. Nie chodzi o to, że się głodziłam, czy coś. Nie. Po prostu regularne posiłki, dużo mniejsze niż do tej pory. Zero podjadania pomiędzy posiłkami, ostatni posiłek o godzinie 19, max 20, gdy coś mi wypadło i się nie wyrobiłam wcześniej. Wtedy pojawiły się naprawdę efekty. Kilogram mniej na tydzień przez pierwszy miesiąc, potem było około kilograma mniej na dwa tygodnie i tak na spokojnie cały czas. Wiadomo, święta, czy jakieś imprezy, czy urodziny, spowalniały to trochę, ale jednak nie tyłam i to był dla mnie ogromny sukces.
W grudniu przestałam jeść całkowicie słodycze, nie było łatwo, ale wytrzymałam cały adwent i byłam bardzo z siebie dumna. Obecnie czasem zjem coś słodkiego, jednak nie w takich ilościach jak kiedyś, teraz niektóre rzeczy są dla mnie za słodkie, co nigdy wcześniej się nie zdarzyło!
Obecnie semestr na uczelni mi się kończy i w końcu mam coraz więcej czasu, by ćwiczyć. Preferuję pływanie, jazdę na rowerze, czy też na rolkach. Czasem ćwiczę na orbitreku, a ostatnio kupiłam sobie hula hop o metrowej średnicy, które waży prawie 2 kg i zdecydowanie polecam! Jest świetne! W dodatku w wakacje z koleżanką chcę się zapisać na siłownię, bo jednak ruch jest ważny. Ja muszę jednak szczególnie ostrożnie wybierać to, co robię ze względu na problemy z kręgosłupem.
Chodzi mi o to, że nie warto się katować jakimiś specjalistycznymi dietami, często znalezionymi w necie i bez konsultacji z dietetykiem zastosowanymi na nas. Zła dieta szkodzi i to bardzo, na przykład moja mama chciała przejść kiedyś na dietę z neta, z nikim się nie konsultowała, po prostu w internecie według opisu wyglądała na fajną i skuteczną, po tygodniu wylądowała u lekarza, kilka dni więcej i by mogła znaleźć się w szpitalu, bo taki schemat odżywania nie był po prostu dla niej odpowiedni i odbiło się to źle na jej zdrowiu.
Polecam rozmowy z dietetykiem i stopniowe zmiany, mniejsze ilości jedzenia, powstrzymanie się od podjadania, czy też niejedzenie słodyczy. Wiadomo, początki są najtrudniejsze, ale po około dwóch - trzech tygodniach organizm się przyzwyczaja do zmian, a potem jest tylko lepiej. Ruch jest ważny, chociaż ja w pierwszych miesiącach chudnięcia nie ćwiczyłam ze względu na brak czasu, widzę zmianę mojej sylwetki od czasu, gdy zaczęłam być aktywna fizycznie.
No i najważniejsze na moje, nic na siłę, to znaczy, dużo osób mnie namawiało do ćwiczeń i zadbania do siebie przez dosyć długi czas, jednak mnie to tylko denerwowało, coś zaczynałam, a potem przybierałam na wadze dwa razy więcej i tak cały czas... A obecnie od roku już się trzymam i cały czas jest coraz mniej na wadze. Do tej decyzji trzeba dojrzeć, a gdy się zrozumie, że czas się za siebie zabrać, trzeba być zdeterminowanym i się nie poddawać. Po pierwszych kilogramach mniej sami zobaczycie, że będziecie chcieć, by było tego jeszcze mniej. To nie jest niemożliwe schudnąć... Wystarczy odrobina determinacji i dojrzenie do tego.
A teraz pokażę Wam zestawienie 4 zdjęć. U góry od lewej zdjęcie z piątku, u góry po prawej zdjęcie z przedostatniej niedzieli maja, na dole po lewej zdjęcie z lipca rok temu, jeszcze przed okresem zabrania się za siebie i na dole po prawej zdjęcie z sierpnia dwa lata temu. Jest różnica... Tak około 20 kg. I na pewno się nie poddam i na tym nie skończę. Nadszedł czas sporych zmian.

Ja tutaj widzę ogromną różnicę, nie jest jeszcze idealnie, ale jest zdecydowanie lepiej, co mnie tylko cieszy. A na koniec piosenka, która ostatnio za mną cały czas chodzi:


Mam nadzieję, że przebrnęliście przez ścianę tekstu ode mnie. Sami ćwiczycie coś? Dbacie o siebie? Czy może jednak macie problemy z wagą? A może ktoś z Was przebrnął przez drogę do schudnięcia? Na dzisiaj już kończę, pa i do następnego!


niedziela, 24 grudnia 2017

45. Wesołych Świąt

Święta się zbliżają
Życzenia wszyscy sobie składają,
Więc i ja Wam je składam:
Czasu z rodziną spędzonego
Mikołaja bardzo bogatego
Radości z dawania
Równej co z dostawania
Choinki kolorowej
Pięknie wystrojonej
Karpia przepysznego
Świeżo złowionego
Życzę marzeń spełnienia
O blogerach nie zapomnienia
Zdrowia, szczęścia, pomyślności
Dużo wytrwałości
Uśmiechu na twarzy
I wszystkiego co Wam się wymarzy
Po prostu
WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA! :D




Mam kasetę z kolędami Natalii Kukulskiej i nie wyobrażam sobie bez tego Świąt ;p 
Jeszcze raz, WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

sobota, 23 grudnia 2017

44. Święta w nas

Hejka!
Choinka z szyszek w moim pokoju
Co tam u Was? Nie sądziłam ogólnie, że jeszcze będę coś tu pisała, jednak ostatnio mnie naszła ochota. Trochę dzisiaj poprawiłam wygląd bloga, na dniach będę to dopracowywała. Poza tym, przez ten czas, kiedy mnie nie było tyle się działo... Tyloma rzeczami mogę się z Wami podzielić, dlatego też planuję powrót i liczę, że tym razem będzie to na dłużej. Jednak w tym poście nie będę się na tym skupiała, bardziej na czymś innym, a dokładniej na świętach.
Czym są dla mnie Święta Bożego Narodzenia?
Choinka w salonie
To czas, który mogę spędzić z rodziną, bez kłótni, sprzeczek, czy innych złych emocji. To czas, w którym po raz pierwszy od dłuższego czasu widzimy się w takim gronie... Gdzie są moi obaj bracia z rodzinami, rodzice nie są w pracy, nie martwią się niczym. Czas, kiedy można odpocząć i po prostu być. Można na te kilka dni odrzucić troski, problemy i skupić się na najbliższych. Dla mnie nie są ważne prezenty, tylko osoby, z którymi spędzam czas. Droższe prezenty dostają jedynie dzieciaki, my bardziej symbolicznie sobie coś wręczamy.
Aniołek. Są trzy.
Symbolizują mnie i moich braci
Co od kilku lat da się zaobserwować odnośnie Świąt?
Stają się one coraz bardziej komercyjne. Od listopada reklamy o prezentach, Mikołajach... Byleby ludzie jak najwięcej wydali. Każdy się w tym okresie śpieszy, dużo pracy do zrobienia, kupuje masę rzeczy, jedzenia jest przygotowywane zazwyczaj jak dla małej armii. Im bliżej tych szczególnych dni, tym bardziej ta maszyna się napędza... Każdy gdzieś gna, nie przejmuje się innymi, tylko, by zdążyć wszystko ogarnąć... W czwartek miałam ostatnie zajęcia, po nich szłam toruńską starówką na autobus do domu. Miałam tego dnia bardzo dobry humor i nie kryłam tego, po prostu uśmiechałam się do innych osób. Z tych wszystkich, których minęłam, a było ich naprawdę wielu, tylko kilka osób odwzajemniło mój uśmiech. Trochę przykre to się robi, gdy ludzie tak się znieczulają, są tak zaaferowani, że nie mają czasu uśmiechnąć się do innych.
Mój zeszłoroczny prezent.
Bombka z moim imieniem.
Święta Bożego Narodzenia są szczególne, zwolnijmy na trochę, uśmiechnijmy się do kogoś, podzielmy się dobrym nastrojem. Pogódźmy się z osobami, z którymi mieliśmy jakąś sprzeczkę, gdy wiemy, że ktoś jest w gorszej sytuacji, pomóżmy mu. Tego dnia nikt, NIKT nie powinien być sam... Wiem, że łatwo tak się mówi, a trudniej działać... Zacznijmy od pojedynczych osób i szerzmy dobro! Szerzmy miłość! Szczególnie podczas tego Święta! Radujmy się! Wsłuchajmy w kolędy! Bądźmy!
Dodaję kilka zdjęć, które ostatnio zrobiłam. Do tego dodaję jedną z moich ulubionych ostatnio piosenek. Uwielbiam Studio Accantus. A u Was wszystko już gotowe na Święta? Jak macie zamiar je spędzić?

Pa!

wtorek, 28 czerwca 2016

43. Wyjazd

Hej!
Co tam u Was? Jak spędzacie pierwsze dni wakacji? Mam nadzieję, że aktywnie, bo pogoda mimo wszystko dopisuje. U mnie praktycznie cały czas jest słonecznie i ciepło, czasem pojawiają się burze.
Ja swoje wakacje mam już od połowy maja, ale pierwszy wyjazd miałam tydzień temu. Wraz ze
znajomymi na tydzień pojechaliśmy d o Łeby. Dziś chciałabym Wam trochę o naszym wyjeździe opowiedzieć. Prawie do ostatniej chwili nie wiedziemy czym jedziemy, a bilety na powrót zamówiliśmy przedostatniego dnia wyjazdu, jednak najważniejsze, że dojechaliśmy spokojnie w obie strony. Ogólnie było nas siedmioro. Z Torunia wyjechaliśmy pociągiem do Gdyni, z
Gdyni SKMem do Lęborka, a z Lęborka busem do Łeby. I nie mieliśmy opóźnień ni nic, z czego bardzo się cieszyliśmy.
Pierwszego dnia po dojechaniu rozpakowaliśmy się i poszliśmy zwiedzić Łebę. Następnie poszliśmy zjeść obiadokolację i na spacer nad morze. Wracając zrobiliśmy zakupy i poszliśmy do naszego hotelu. Tam przebraliśmy się i poszliśmy popływać w basenie.
Drugiego dnia poszliśmy na wydmy, ale przez to, że pogoda nie dopisywała, część drogi na wydmy, a także drogę powrotną pokonaliśmy meleksem. Potem szybko się przebraliśmy i poszliśmy do pizzerii oglądacz mecz. Emocje były, ale najważniejsze, że wygraliśmy. No i po zakupach, wszyscy wpadli do naszego pokoju, tam obejrzeliśmy Bonda, posiedzieliśmy do późna i spać.
Trzeciego dnia wypożyczyliśmy sobie rowery na cały dzień i rowerami pojechaliśmy na wydmy. Przez wydmy poszliśmy nad morze i tam się opalaliśmy. Jako jedyna nie zasnęłam, więc jako jedyna się nie spaliłam i nie byłam czerwona, ale to może być też przez moją karnację. Gdy wróciliśmy poszliśmy na obiad do tej samej pizzerii co dzień wcześniej, tylko tym razem na obiad zamówiliśmy sobie same pizze, do tego najostrzejsze sosy. Jeden kolega momentalnie zrobił się czerwony i pot po nim płynął już po drugim gryzie. Potem poszliśmy na zachód słońca i wróciliśmy do pokoi.
Czwartego dnia poszliśmy na plażę, jednak długo nie wytrzymaliśmy, ponieważ był zbyt duży upał. Po godzinie opalania się wróciliśmy do hotelu i poszliśmy na jakieś dwie godzinki do basenu. Potem szybki prysznic, kolacja. Koleżanka z kolegą poszli na randkę, my się spakowaliśmy na kolejny dzień i poszliśmy po raz kolejny na zachód słońca. Idąc tam spotkaliśmy naszą parę i już zostaliśmy razem w tej ekipie. Gdy wróciliśmy do hotelu, wzięliśmy picie i ciastka i poszliśmy na taras zagrać w uno. Po pierwszej w nocy obmyśliliśmy plan, co zrobić jednemu z kolegów, gdy będzie spał... Zrobić mu makijaż :D 
No i piątego dnia wróciliśmy do domu. 
Tak więc, wyjazd był bardzo udany. Wspaniała ekipa, pogoda ładna, ogólnie super! A to dopiero początek wakacji :D
Pa ;*

poniedziałek, 6 czerwca 2016

42. "Zanim się pojawiłeś"

Cześć wszystkim!
Ostatnio skończyłam czytać książkę "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes i chcę się z Wami podzielić moimi wrażeniami na temat tej książki. Książkę czytało mi się bardzo szybko, bez większych problemów wciągnęłam się w historię i miałam swoje nadzieje wobec bohaterów.
"Co robisz, jeśli chcesz uszczęśliwić osobę, którą kochasz, ale wiesz, że to złamie twoje serce?
Jest wiele rzeczy, które wie ekscentryczna dwudziestosześciolatka Lou Clark. Wie, ile kroków dzieli przystanek autobusowy od jej domu. Wie, że lubi pracować w kawiarni Bułka z Masłem i że chyba nie kocha swojego chłopaka Patricka. Lou nie wie jednak, że za chwilę straci pracę i zostanie opiekunką młodego, bogatego bankiera, którego losy całkowicie zmieniły się na skutek tragicznego zdarzenia sprzed dwóch lat.

Will Traynor wie, że wypadek motocyklowy odebrał mu chęć do życia. Wszystko wydaje mu się teraz błahe i pozbawione kolorów. Wie też, w jaki sposób to przerwać. Nie ma jednak pojęcia, że znajomość z Lou wywróci jego świat do góry nogami i odmieni ich oboje na zawsze."
Piękna historia o tym, jak uszczęśliwić człowieka po wypadku. Chociaż pierwsze próby nie wychodzą, to jednak z czasem Lou poznaje Willa, dowiaduje się co on może lubić i sprawia, że te kilka miesięcy, gdy Lou zajmuje się Willem, są dla niego wyjątkowe i najszczęśliwsze w życiu. Bohaterowie poznają się coraz lepiej, chociaż nie jest to łatwe, ale jak wiadomo, początki zawsze są najtrudniejsze.
Książka uczy nas wielu rzeczy. Warto próbować nowych rzeczy, bo życie może minąć, a my nie dowiemy się, jak to jest nurkować, nie pójdziemy na koncert muzyki klasycznej i nie zrobimy wielu innych rzeczy. 

"Człowiek ma tylko jedno życie. I właściwie ma obowiązek wykorzystać je najlepiej, jak się da."

 Moim zdaniem, jeden z ważniejszych cytatów z tej książki. Will często uczy Lou jak powinna postępować w życiu. 

"- Wiesz, pomóc można tylko komuś, kto tego chce - powiedziała wreszcie."

"-Zastanowiłem się, co by mnie uszczęśliwiło i co chcę robić, a potem nauczyłem się tego zawodu, żeby to się spełniło.
-Kiedy to mówisz, brzmi to bardzo prosto. -Bo to jest proste. Problem tylko w tym, że wymaga dużo ciężkiej pracy. A ludzie nie lubią się męczyć."

Mimo, że książka nie należy do najweselszych, niektóre fragmenty naprawdę mnie rozbawiły, tak jak ten:

"-Szczęściarz z ciebie - oświadczył Will, kiedy Nathan zaczął wyprowadzać wózek na zewnątrz.-Potrafi świetnie umyć człowieka w łóżku - powiedział to tak szybko, że drzwi zamknęły się, zanim do Patricka dotarł sens jego słów."
Nie chcę za dużo pisać o treści tej książki, tym bardziej, że w najbliższych dniach, w kinach pojawi się film na podstawie tej książki. Jednak zanim pójdziecie na film, polecam przeczytać książkę, bo boję się, że twórcy filmu zepsują całkowicie zakończenie. Gdyby to zrobili, to tak naprawdę film stracił by cały sens, bo to nie jest typowa opowieść o miłości. Tu nie chodzi o miłość, tu chodzi o życie i o to jak żyć. Jak sprawić, by to życie było szczęśliwe!
Podsumowując, polecam książkę! Zachęcam do przeczytania, bo naprawdę warto!  
A w tej chwili czytam "Króla Kruków" Maggie Stiefvater. Wydaje się ciekawa. Mam wszystkie tomy i zobaczymy, czy będą ciekawe.
Pa ;* 

niedziela, 22 maja 2016

41. Zostań Dawcą!

Cześć Wam!
Moje dzisiejsze stanowisko ;)
Właśnie wróciłam do domu. Dziś jako wolontariuszka fundacji DKMS brałam udział w rejestracji potencjalnych dawców komórek macierzystych. Akcja była organizowana w dziś w pięciu miejscowościach i wczoraj w jednej, więc łącznie w czterech gminach. Udało nam się zarejestrować ponad 200 osób, co jest całkiem dobrym wynikiem. Wymagało to od nas dużego wkładu pracy w rozgłoszeniu tego, a także podczas samej akcji. Cały czas ktoś przychodził, jedni byli lepiej poinformowaniu o wszystkim inni słabiej, a naszym zadaniem było wytłumaczyć wszystko, rozwiać wątpliwości oraz pomóc przy wypełnianiu formularza, a także podczas pobierania wymazu. Nie było większych problemów i wątpliwości, każdy, kto przyszedł mógł się zapisać, tylko w kilku przypadkach trzeba było dokładniej sprawdzić spis chorób oraz sporadycznie przedzwonić do centrali, więc akcja przebiegła na spokojnie.
Podczas czekania, aż patyczki po pobraniu wymazu wyschną ;p
Wszyscy wolontariusze byli bardzo zaangażowani, przed 9, czyli godziną rozpoczęcia przeprowadzaliśmy symulacje rozmów, by potem wszystko było dobrze.Przy pierwszej osobie było trochę stresu, przy kolejnych już wcale. Formułek i pytań, nauczyłam się prawie na pamięć, tyle razy je powtarzałam.
Oczywiście, mieliśmy chwile przerwy, mogliśmy spokojnie porozmawiać, zjeść coś (koordynatorzy załatwili nam pizze na obiad), wypić kawę, a także sami się zarejestrować. Większość z nas zarejestrowała się dzisiaj, chociaż były osoby, które rejestrowały się już wcześniej.
Dzisiejsza akcja była ważna nie tylko dlatego, że takie rzeczy w mojej miejscowości to rzadkość, ale także dlatego, że w ostatnich dniach, szczególnie w kwietniu, organizowane były zbiórki dla Lenki, trzyletniej dziewczynki chorej na nowotwór krwi - białaczkę. Wtedy cała gmina i nie tylko zjednoczyła się, zebraliśmy dla niej ponad 30 tysięcy. Także dziś, rejestracja była dla niej, zachęciło to sporo osób do zapisania się, szczególnie najbliższych Lenki, osoby, które ją znają. Wszyscy bardzo przejmujemy się jej losem i liczymy na poprawę jej stanu zdrowia.
Dziś także pobiliśmy zeszłoroczny rekord. Rok temu zapisały się 44 osoby w Czernikowie, a dziś w samym Czernikowie zapisało się chyba 48 osób, z tego co pamiętam, gdy dostanę dokładniejsze informacje, na pewno to poprawię.
Emocje nadal ze mnie nie zaszyły, było zadowolenie, dobra zabawa, usatysfakcjonowanie, na koniec była chwila "głupawki", każdemu się zdarza. ;D
A Wy jesteście zarejestrowani jako dawny szpiku? Zamierzacie to zrobić? Zdecydowanie warto, naprawdę!
Można to zrobić podczas takiej akcji jak organizowana przez nas lub tu.
 
 Pa ;*

czwartek, 19 maja 2016

40. Wakacje!!!

Hej!
Co tam u Was? Ja od wczoraj mam już, wakacje, wszystkie matury za mną, teraz czekam tylko na wyniki, a potem rekrutacja na studia. Jak mi poszło? Moim zdaniem dobrze, a nawet bardzo dobrze. Matury podstawowe z polskiego i angielskiego będą na pewno powyżej 70 %, z matematyki mam jeden błąd w zadaniu zamkniętym, więc będę mieć 98%, rozszerzona fizyka nie była tak trudna, jak można by było się spodziewać i też powinno być powyżej 70%. A matury ustne? Z polskiego mam 100% z czego bardzo się cieszą, z angielskiego 60%, więc na moje umiejętności językowe jest dobrze. Na ustnym polskim nie byłam zestresowana, a na angielskim za to bardzo... Ogólnie jestem bardzo zadowolona, a teraz zasłużone wakacje...

poniedziałek, 2 maja 2016

39. Matura

Hej! ;D
Wybaczcie mi, że przez tak długi czas nie pisałam, ale przygotowywałam się do matur. Nadal do mnie nie dociera, że już w środę mam pierwszy egzamin. Trzy lata nauki w liceum minęły dla mnie zdecydowanie za szybko...
W piątek było zakończenie roku, ale ze znajomymi nawet nie czuliśmy smutku.. To był taki dzień... Po prostu nie przyjęliśmy tego do wiadomości. Świetnie się razem bawiliśmy, a to jest najważniejsze. Może po maturach coś zauważymy, ale teraz...
Zdjęcie w todze musi być ;D
Wracając do tematu matur... W tym tygodniu piszemy podstawy, których się nie boję, wiem, że polski powinnam napisać na około 80 %, matematykę na co najmniej 90%,  chociaż mierzę w 100%, a angielki na 75%-80%. Bardziej martwię się ustnymi, z angielskim sobie poradzę, ale polski? To chyba będzie dla mnie najtrudniejsza matura. Może się wydawać, że ustny polski nie jest taki zły, ale można trafić na pytanie o wszystko. Dosłownie wszystko. A jak nie będę miała pomysłu na inny tekst kultury, bądź literacki? Mimo, że czytam bardzo dużo, różnie to może być. Jako rozszerzenie zdaję fizykę, trudny przedmiot, ale mimo wszystko dobrze sobie z nim radzę. Nauczyciel w gimnazjum sprawił, że bardzo polubiłam ten przedmiot, a nauczycielka z liceum tylko pogłębiła moją pasję. W przyszłości mam zamiar iść w tym kierunku, dlatego na studia idę na informatykę stosowaną, czyli taką, gdzie jednym z głównych przedmiotów jest fizyka.
Zdjęcie z matury próbnej z OPERONU. Pełne skupienie.
Tak więc, stresuję się, nawet bardzo, ale wiem też, że będzie dobrze. Maturzyści, damy radę!
Poza tym, po maturach mam zamiar zabrać się za bloga, zmienić mu wygląd, na bardziej odpowiedni do pory roku, zadbać o instagrama i ogólnie, mam już sporo rzeczy do zrobienie po maturach, no bo wszystko się odkładało na po maturze ;p

Na dziś koniec :)
Pa! ;D